List Piotra M. A. Cywińskiego
Szanowni Państwo,
Drodzy Przyjaciele,
8 maja odbyło się Walne Zebranie naszego Klubu. Było to – jak co dwa lata - zebranie wyborcze, czyli właśnie takie, na którym wybiera się nowy Zarząd, a ten potem konstytuuje się, ustalając poszczególne funkcje prezydialne. Od dziesięciu lat, niezmiennie, zostawałem wybierany prezesem naszego stowarzyszenia.
Tym razem zapowiedziałem przed głosowaniem, że nie będę ponownie kandydował na tą funkcję. Chciałbym wyjaśnić powody, które mną kierowały i chciałbym zostać dobrze zrozumiany.
Trzy lata temu, zostałem mianowany dyrektorem Miejsca Pamięci
Auschwitz-Birkenau. Zadanie to traktuję jako życiową misję. Jest to największe i
pewnie najważniejsze Miejsce Pamięci na świecie. Jest to największy cmentarz ludzkości
i także największy polski cmentarz. Jest to zarazem nadal nie zagojony ból na
sumieniu naszej Europy i – w moim najgłębszym przekonaniu – jeden z największych
głazów w fundamentach nowej, powojennej wspólnotowej Europy. Nie można dziś
zrozumieć naszego kontynentu bez pojęcia tego, co – pars pro toto –
reprezentuje Auschwitz. Bez Auschwitz tracimy sens naszej dzisiejszej Europy i
wszystkich jej powojennych wysiłków, począwszy od Monneta, Schumanna, Adenauera.
W Auschwitz człowiek wykroczył poza samego siebie. Dlatego miejsce to pozostaje
nierozwiązanym problemem moralnym, politycznym, społecznym, a także – może i
przede wszystkim – teologicznym. Praca w – i dla – Auschwitz jest pracą, która w
wymiarze codziennym przerasta prawdopodobnie każdego, który się z nią zmierza. W
tym zajęciu nie ma półśrodków, bo rzecz idzie o ludzkość. Praca przerastająca,
czyli pochłaniająca każdy możliwy czas i angażująca najgłębsze emocje człowieka
– to stało się moim zadaniem.
A Klub dziś potrzebuje szefa, który będzie zdolny poświęcić
czas i swoje emocje na rzecz naszego stowarzyszenia. Znaleźliśmy się na Freta –
wielkim zbiorowym wysiłkiem. Tworzymy dziś nowe oblicze naszej wspólnoty. Niektóre
sekcje się kończą, trzeba przemyśleć nowy sposób organizacji wewnętrznej
przestrzeni Klubu. Trzeba wskazać nowe drogi – w przestrzeni publicznej, w
dyskursie obywatelskim i kościelnym. Trzeba zreformować zarządzanie Klubem –
wdrożyć system dużo bardziej zadaniowy, rozwijać wolontariat, myślenie
projektowe, fundraising. To wszystko wymaga nowych, świeżych wiatrów w naszych
Klubowych żaglach, ja ich już zapewnie nie złapię. Zrobiłem, co mogłem. Pozostanę
członkiem Zarządu, aby służyć doświadczeniem i przemyśleniami z ostatniej
dekady – bujnej i pod wieloma względami niełatwej. Wierzę jednak, ba! Jestem przekonany,
że w tak ciekawym środowisku, znajdą się nowi kapitanowie.
Chciałbym skorzystać z okazji i gorąco podziękować tym
wszystkim, z którymi mogłem współpracować. Przede wszystkim nieobecnej widocznie
już dziś Staszce Grabskiej. To ona mi zaproponowała, gdy byłem 27 letnim
człowiekiem, bym został prezesem Klubu. Dziękuję Jej za zaufanie, którym mnie
obdarzała, aż do samego końca. Dziękuję również x. Andrzejowi Gałce. Za lata
wspierania dobrym słowem, uśmiechem, a przede wszystkim modlitwą. Nigdy nie
mówił mi, jak wiele się za Klub modli – ale wiem dobrze, nawet bardzo dobrze,
że stanowimy pewien stały wymiar jego relacji z Bogiem. Dziękuję także
Zbyszkowi Nosowskiemu, który w różnych trudnych sytuacjach był przy mnie, jak
to tylko przyjaciel potrafi być i radzić krótko, trafnie i mądrze. Ale – nie potrafiąc
wymienić wszystkich, poza tymi trzema osobami, dziękuję też wszystkim –
przedstawicielom starszego pokolenia, Pawłowi Broszkowskiemu, Staszkowi Latkowi
czy Krzysztofowi Ziołkowskiemu, jak i młodszego: Krzysiowi Sawickiemu czy Kubie
Kiersnowskiemu. Dziękuję szefom rozmaitych sekcji, ludziom zaangażowanym w codzienną
rzeczywistość Klubu. Daliście mi niewymownie wiele. Mam nadzieję, że – choć w
części – oddałem Wam coś z siebie.
Piotr M. A. Cywiński



