śp. Henryk Wujec – wspomnienia

Henryk Wujec we wspomnieniach ludzi Klubu Inteligencji Katolickiej.

Zachęcamy do nadsyłania na adres mailowy KIK-u ([email protected]) Państwa wspomnień o śp. Henryku Wujcu.

 

Piotr Cywiński:

„My jesteśmy bezsilni, ale mamy swoją siłę. Tą siłą są prawda i potrzeba wolności i praworządności. I potrzeba rzetelności, takiego wzajemnego zaufania. To wszystko, co inni mówią, że można kłamstwem, że można oszukać, że można odmówić – krótko, oni krótko wygrają. Ale na dłużej przegrają.” – Henryk Wujec (1940-2020)

Dodam od siebie, że Henia znałem od dawna i bardzo osobiście. On znał mnie od małego. Uczestniczył od samego początku w głodówce w Świętym Marcinie, wraz z moim Ojcem w 1977 roku. Miałem wówczas pięć lat. Potem, po latach widywaliśmy się m.in. w warszawskim KIK-u, w środowisku podwarszawskich Lasek, a gdy Tadeusz Mazowiecki poprosił mnie o kandydowanie z pierwszego miejsca z Lubelszczyzny w pierwszych wyborach do Parlamentu Europejskiego, wydawało się naturalnym, by Henio był głównym organizatorem mojej kampanii. Jeździłem z nim po różnych miejscach województwa lubelskiego, po tak licznych malutkich miejscowościach, w których wówczas załatwiał najrozmaitsze samorządowe inwestycje, rozwijając realnie tzw. Ścianę Wschodnią. Już w XXI wieku, Profesor włączył go do Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Na prawach wiceprzewodniczącego. Był dzieckiem Zamojszczyzny, dzieckiem Majdanka. Człowiek niesamowicie łączący poczucie zobowiązania w służbie i głębokiej, szczerej i czystej skromności. Nigdy nie odmawiał. Jeśli czuł, że to ważne, to chyba nie umiał odmówić. Mój sąsiad i przyjaciel Kuba Wygnański – twórca norm polskiego świata organizacji pozarządowych – zawsze mówił, że najważniejszą jego życiową funkcją, którą mu zazdrościliśmy, było noszenie teczki za Wujcem w latach Okrągłego Stołu. Nie było świata niesprawiedliwie potraktowanego, w którym nie byłoby czuć głębokiego zaangażowania Henia. Wszyscy to widzieli, ja także. Nikt z nas nie potrafił się oddać temu tak, jak on, choć tak bardzo staraliśmy się przecież go naśladować. Dla mnie było jasne, że jeśli tworzymy Radę Fundacji Auschwitz-Birkenau, to tylko z Heniem.

Jacek Michałowski:

Henryk Wujec (1940-2020)
… zmarł dziś rano.

Kochany Henio, Bohaterski, Pracowity, Mądry, a przede wszystkiem Dobry Człowiek!
… od zawsze, czyli od prawie 50 lat, był dla mnie wzorem prawości i uczciwości!
Był m.in.: członkiem Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, członkiem Komitetu Obrony Robotników (KOR) od 1976 roku, doradcą Solidarności w 1980 roku, nieugiętym opozycjonistą wielokrotnie więzionym w czasach PRL, uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku, sekretarzem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, doradcą Prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Irena Anna Słodkowska:

Znałam śp. Henia od lat siedemdziesiątych XX w., ale najważniejsze były dla mnie lata 1989 – 1990, kiedy był moim szefem w Komitecie Obywatelskim. Warto też wspomnieć o Jego roli jako Strażnika Pamięci Narodowej, gdyż dzięki Niemu zachowały się w kraju dokumenty KOR i Komitetu Obywatelskiego (inne osoby przechowujące takie papiery sprzedały je za granicę!). Był współtwórcą projektu „Archiwa Przełomu 1989 – 1991”.

Ignacy Dudkiewicz:

Gdybym powiedział, że pierwszym, co przychodzi mi na myśl, gdy myślę o Henryku Wujcu, jest słowo „legenda”, pewnie bym nie skłamał. Byłaby to jednak prawda niepełna. Jasne, Henryk Wujec był, jest i pozostanie postacią legendarną. Można długo wymieniać Jego zasługi, osiągnięcia, pełnione funkcje, akcje, w które był zaangażowany, organizacje, które współtworzył, honorowe członkostwa, medale i ordery. One wszystkie nie oddadzą jednak tego, co w Henryku Wujcu było najbardziej niezwykłe. Był bowiem legendą najwspanialej dostępną, na wyciągnięcie ręki, aż chciałoby się powiedzieć: legendą z podwórka. Spotykając Wujca, wiedziało się, że spotyka się człowieka o wielkiej biografii. Nade wszystko jednak spotykało się po prostu Henryka.

Był człowiekiem odważnym, przyjaznym, ujmująco skromnym, bezbrzeżnie dobrym, krystalicznie uczciwym i otwartym na każdego. W pewnym sensie był „społecznym daltonistą”, oznaki prestiżu, zasługi, honory – to wszystko nie grało dla niego większej roli. Rolę grał drugi człowiek: starszy czy młodszy, znany lub kompletnie nie, zwykły obywatel czy obywatelka spotkana na ulicy, a może amerykański prezydent? To dla Henryka Wujca miało znaczenie drugorzędne. Kluczowe było, by posłuchać, co Drugi miał do powiedzenia. Kluczowe było, by się z nim spotkać. A jeśli było trzeba – okazać mu wsparcie, solidarność i pomoc. Na to Henryk Wujec czas i siłę znajdował zawsze.

Dlatego, gdyby ktoś mnie zapytał, co pierwsze przychodzi mi do głowy, gdy myślę o Henryku Wujcu, nie byłyby to wielkie słowa, ale dwie kameralne historie.

Pierwszą, siłą rzeczy, znam z drugiej ręki. Gdy Wujec był posłem, organizowany był wyjazd delegacji parlamentu w jakimś niezwykle atrakcyjnym kierunku, bodaj do Wenezueli. Bywali posłowie, którzy zapisywali się do takich delegacji, traktując je jako okazję do przygody czy wakacji. Gdy zapytano Wujca, czy też chciałby jechać, zapytał najpierw, kiedy to miałoby być. Gdy usłyszał datę, wyjął kalendarz, zerknął i powiedział: „Nie mogę, mam zjazd wójtów w Biłgoraju!”. Nie przyszło mu do głowy, by przekładać to spotkanie, odwołać swój udział lub znaleźć dla siebie zastępstwo ze względu na możliwy wyjazd do Ameryki Południowej. Miał swoje priorytety.

Druga opowieść jest moja własna. Przy pewnej okazji, rok lub dwa temu, Henryk Wujec wyłowił mnie z tłumu i powiedział słowa, które (przytaczane z pamięci) tkwią we mnie do dziś: „Panie Ignacy, cieszę się, że pana widzę, bo dawno już panu chciałem to powiedzieć. Kiedy zaczynaliście w „Kontakcie” krytycznie pisać o transformacji ustrojowej i o tym, jak to zrobiliśmy, nie zawsze się z wami zgadzałem. Ale chciałbym, by pan wiedział i przekazał kolegom i koleżankom z redakcji, że dziś widzę, że w dużej mierze to wy mieliście rację, a ja się myliłem. Wiele należało zrobić inaczej. Wciąż nie ze wszystkim, co mówicie, się zgadzam, ale dziękuję za to, co piszecie, bo widzicie ostrzej i precyzyjniej niż my, którym do dziś trudno pewne rzeczy przyznać”.

Taką legendą był Henryk Wujec. Legendą, która nie przedłożyła nigdy luksusów nad obowiązki, tego, co łatwe, nad to, co słuszne, legendą, dla której bardziej liczył się Biłgoraj i zebrani tam wójtowie niż zagraniczne wojaże. Był legendą, do której nikt nie bał się podejść, zadzwonić, zapytać, poradzić. Legendą, która potrafiła w sprawie jednego z kluczowych dla swojej biografii okresów przyznać rację – powiedzmy to uczciwie – gówniarzom, rozmawiać z nimi jak równy z równymi, nigdy się nie wywyższając, nie pouczając, zawsze więcej słuchając, niż mówiąc.

Tak, Henryk Wujec był człowiekiem wielkim. Ale najwspanialsze w Nim było to, że nigdy nie zależało mu na tym, by tak być postrzeganym. I to, że nigdy nikomu nie dał odczuć, że czuje się od kogokolwiek większy, lepszy i ważniejszy. Przy Nim i dzięki Niemu wszyscy stawaliśmy się troszkę odważniejsi, skromniejsi, mądrzejsi i przyzwoitsi. Troszkę więksi. Bo mało kto potrafi dzielić się swoją wielkością tak, jak czynił to Henryk Wujec.

Okropnie będzie Pana brakować, Panie Heniu. Proszę spać spokojnie.

Stanisław Latek:

We wspomnieniach o śp Henryku Wujcu jako rok ukończenia przez Niego studiów na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego podaje się rok 1970. Być może rzeczywiście Henio zdobył dyplom absolwenta studiów fizycznych
dopiero jako trzydziestolatek… Jednak ja – jeśli mnie pamięć nie myli – poznałem Henia w domu akademickim UW na Anielewicza na początku lat 60-tych ubiegłego wieku!

To Henryk Wujec namówił mnie wtedy abym zapisał się do KIK-u. 60 lat temu!

Potem była epoka naszej działalności w różnych dziedzinach. Henryk zajął się obroną osób represjonowanych i polityką , ja pracowałem w IBJ-cie, Państwowej Agencji Atomistyki i w KIK-u. I właśnie w KIK-u często spotykałem Henryka.
Ale najczęściej spotykałem Henia i Jego zonę Ludwikę w ostatnich trzech latach. Otóż na początku roku 2017 rozpoczęły się spotkania członków Klubu Fizyka Seniora, którego współzałożycielami byli właśnie Państwo Wujcowie.

Spotkania organizowane były co kilka tygodni. Odbywały się na uczelniach, w instytutach naukowych (między innymi w Świerku), w Centrum Nauki Kopernik, w szkołach. Tematy spotkań były bardzo różnorodne: najnowsze osiągnięcia w fizyce, współczesne nauczanie fizyki w szkole, wspomnienia z czasów studiów, anegdoty o fizykach.
Każde spotkanie poza częścią merytoryczną zawierało część „towarzyską”, podczas której odbywały się rozmowy przy kawie i herbacie.
Warto zauważyć, że fizycy seniorzy rozmawiali także na tematy historyczno-polityczne. Przypomniano między innymi o wydarzeniach Marca 68 na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Spotkania organizowała głownie p. Ludwika Wujec. Po pojawieniu się pandemii i zachorowaniu Henryka organizację spotkań Klubu Fizyka Seniora zawieszono.

Czy chcesz otrzymywać najświeższe informacje o spotkaniach i aktualnych wydarzeniach w Klubie? Zapisz się do internetowego newslettera.

FreshMail.pl