Wielkimi krokami zbliżamy się do kolejnego Zjazdu Gnieźnieńskiego – największego ekumenicznego spotkania w Europie, którego częścią również będziemy. Przygotowując się do wrześniowego spotkania, będziemy jednocześnie wracać do jego korzeni.
Jak początki tego niezwykle ważnego dla chrześcijaństwa wydarzenia widzi Piotr Cywiński, prezes KIK w latach 2000-2010 oraz dyrektor Miejsca Pamięci Auschwitz? Przeczytajcie:
Historia Zjazdów Gnieźnieńskich w XXI wieku zaczęła się w chwili, w której polskie społeczeństwo przygotowywało się do referendum akcesyjnego w sprawie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Rzecz nie była wygrana, gdyż przez Kościół przewalała się potężna wichura propagandowa, aby ową europejską perspektywę odrzucić. Przodowało w niej zdecydowanie Radio Maryja i środowiska z nim związane, a każdy możliwy straszak był w debacie publicznej używany na skalę mało wyobrażalną. Ponieważ miało to wpływ na ewolucję poglądów części społeczeństwa, a przede wszystkim kleru i – niestety – niektórych biskupów, wydało się konieczne pokazać, że chrześcijanin nie podejmuje decyzji pod wpływem lęku. W tym duchu spotkało się pierwsze grono w KIKu, jeszcze „na Kopernika”, cztery osoby: Róża Thun, Zbyszek Nosowski, Marcin Przeciszewski i ja. Po dłuższej rozmowie ustaliliśmy, że spróbujemy stworzyć możliwie szeroki front różnych organizacji katolickich lub przynajmniej o katolickich fundamentach, które roboczo nazwaliśmy „Forum Świętego Wojciecha”.
Celem miała być refleksja nad wkładem Polski w konstrukcję europejską, analiza aksjologii wspólnotowej jednoczącej się Europy czy też obecność w mediach wskazująca, że nie ma znaku równości między antyunijną postawą a społecznością wiernych. Zgłosiło się na początku ok. 20 stowarzyszeń, ruchów czy fundacji, które na równi z nami odczuwali sztuczność tej promocji strachu przed Europą. Już na samym początku zrodziła się w dyskusji idea, że trzeba by robić raz do roku jakieś wydarzenie, np. konferencję, ale pierwsza musi się odbyć jeszcze przed referendum. Wówczas podniosłem kwestię, że to musi być coś możliwie dużego, masowego nawet, aby nikt nie mógł zaprzeczyć, że chrześcijanie widzą w Europie również ogromne szanse, a także swoiste zadanie czy posłanie własne. Z takim pomysłem pojechał rozmawiać z abpem Józefem Muszyńskim chyba Marcin Przeciszewski, a arcybiskup, który od razu stanął po stronie naszej perspektywy, zaproponował zorganizowanie Zjazdu Gnieźnieńskiego.
W trakcie rozmów, na ogół po pracy, więc wieczornych, czasami do późnej nocy, rodziła się koncepcja tego Zjazdu, który przerodził się następnie w całą serię Zjazdów, organizowanych z początku co dwa lata, później z większymi odstępami. Chcieliśmy by stało się to forum wielkoskalowe, chrześcijańskie, ekumeniczne, ale z obecnością osób z innych religii związanych od dawna z Polską (reprezentantami Żydów i muzułmanów), a także z licznie obecnymi głosami chadecji Europejskiej. Sam pamiętam, że podczas któregoś ze Zjazdów, chyba w 2005 roku, prowadziłem dosyć niesamowity panel ekspercki z udziałem Władysława Bartoszewskiego, Jana Carnogurskyego, Helmuta Kohla, Tadeusza Mazowieckiego, Hansa-Goerta Poetteringa i Michała Viatteau-Kwiatkowskiego.
Chcieliśmy również, by całość miała wymiar nie tylko intelektualny, ale także duchowy i kulturowy. Stąd – razem z mieszkańcami Gniezna – tworzyliśmy różne istotne wydarzenia duchowe i kulturowe, które wzmocniły przekaz Zjazdów. Osobną kwestią była obecność ludzi niewierzących lub nawet niekoniecznie przychylnych chrześcijaństwu. W pewnym sensie podniósł ją przy którymś ze Zjazdów prymas Józef Glemp. Najpierw obejrzał propozycję programu, potem powiedział: do tej dyskusji zaprośmy Józefa Oleksego.
Trochę zdziwiliśmy się, ale prymas uzasadnił: po pierwsze, jeśli to ma być Europa naprawdę wspólna, to nie można ich wykluczać z refleksji, a po drugie… dla niego osobiście to może być ważne wydarzenie. Muszę powiedzieć, że w tej kwestii prymas zrobił na mnie ogromne wrażenie. U samego zarania zostałem wybrany na przewodniczącego Forum, którą to funkcję pełniłem do 2009 roku, gdy stało się jasne, że przy obowiązkach związanych z Auschwitz-Birkenau, nie pociągnę już tego dłużej na właściwym poziomie. Ale, co ważniejsze, każdy Zjazd miał swoją strukturę organizacyjną, z własnym komitetem tworzonym na podstawie osób zaangażowanych w Forum Świętego Wojciecha oraz wydelegowanych do tego zadania przez archidiecezję gnieźnieńską.
Duża skala dla tego wydarzenia była niezbędna, gdyż skala propagandy grup straszących Europą była niewiarygodnie duża. Dziś trudno jest zdefiniować potrzeby na szybko, wszystko się zmienia niezwykle prędko i zmiany zachodzące są bardzo głębokie. Mamy kompletne odejście od chrześcijaństwa całej wierchuszki patriarchatu moskiewskiego, kompletne szaleństwo w polityce amerykańskiej, z głębokimi reperkusjami na całym świecie, przegrupowania licznych aliansów w świecie Islamu oraz wyraźny wzrost siły Chin. Dla Europy jest to chwila, w której musi jasno sobie odpowiedzieć, czy ma się dać wciągnąć w ową żenującą rosyjsko-amerykańską politykę bazarkowego oportunizmu, czy pozostać wspólnotą powstałą na wspólnych wartościach. To jest pytanie najprawdopodobniej definiujące całą Europę jutra. Sądzę, że jeśli w przestrzeni publicznej głos chrześcijan może wybrzmieć, to właśnie na tej osi rozpiętej pomiędzy fundamentem wartości a populistycznym oportunizmem najgorszego sortu.
« Wszystkie aktualności
